INTERNET OF THINGS

Social-lodówka i gadająca szafa, czyli Internet rzeczy w natarciu – „Marketing w Praktyce”

Poniższy artykuł ukazał się w miesięczniku Marketing w Praktyce – wydanie nr 5 (183) maj 2013 pod tytułem „Internet rzeczy w natarciu”.

Hania, jak w każdą sobotę, stanęła przed szafą w swoim pokoju. Nacisnęła palcem na 5-calowy wyświetlacz i po krótkiej chwili zobaczyła komunikat: „Na ostatniej domówce byłaś ubrana w szare jeansy, pomarańczową bluzkę, niebieską apaszkę i czerwone trampki. W twojej szafie są jeszcze: niebieskie jeansy, białe spodnie, fioletowa bluzka, dwie białe koszule, czerwony T-shirt i fioletowa apaszka… Wybierz zestaw.” Hania wybrała białe spodnie, fioletową bluzkę i wcisnęła opcję „Zaproponuj dodatki”. Na wyświetlaczu pojawiła się lista przeróżnych bransoletek, apaszek, pasków oraz innych akcesoriów pasujących do wybranego zestawu, wraz z cenami, nazwami marek producentów oraz linkami do sklepu online. Hania wybrała czarny pasek o wartości 60 zł. „Twój zaprogramowany poziom wydatków i oszczędności w tym miesiącu pozwala na nieplanowane zakupy o wartości maksymalnej 200 zł. Pozostało Ci 45 zł. Brakujące 15 zł możesz zaoszczędzić oglądając krócej telewizor i DVD. Powiadomić te urządzenia o planie oszczędnościowym?” Hania wcisnęła TAK. Szafa wysłała informację o alertach do telewizora i DVD. „Wysyłka do domu, czy odbiór osobisty?” Wybrała odbiór osobisty. „Twój pasek czeka na odbiór w galerii handlowej X przy ulicy Wrocławskiej w sklepie Y. Udanej imprezy!”. Telewizor i DVD właśnie zostały zaprogramowane tak, aby podpowiedzieć Hani alternatywne sposoby spędzenia wolnego czasu w celu zaoszczędzenia wydatków na energię elektryczną.

Brzmi jak scena z kreskówki Jetsonowie albo Disneyowskich bajek, w których lodówka z pralką prowadzą żywe dialogi? Prawdopodobnie tak, ale jest to obraz jak najbardziej realny dla czasów obecnych, gdzie internet towarzyszy nam na każdym kroku, a jego upowszechnienie jest tak duże, że przestajemy je dostrzegać.

Termin Internet rzeczy (Internet of Things), bo o nim mowa, po raz pierwszy został użyty w roku 1999 przez Kevina Ashtona, brytyjskiego eksperta zajmującego się nowymi technologiami. Określenie Internet rzeczy oznacza, że przedmioty codziennego użytku, takie jak wspomniane: pralka, szafa czy lodówka, a nawet samochód i ubrania wyposażane są w chipy umożliwiające połączenie z Internetem. Dzięki temu urządzenia mają możliwość komunikowania się z nami oraz wzajemnie pomiędzy sobą, bez udziału człowieka.

Natalia Hatalska w ostatnim TrendBooku 2013 opisuje Internet of Things jako jeden z trendów wiodących, które bardzo mocno rozwiną się w ciągu najbliższego roku („TrendBook 2013” możesz pobrać nieodpłatnie ze strony hatalska.com). Nazywa go nawet trzecią falą internetu, zarysowując tym samym skalę rozwoju sieci w kierunku dalszego upowszechniania się w naszym życiu codziennym. Według analiz firmy PricewaterhouseCoopers do roku 2020 gospodarstwa domowe w Polsce będą korzystały z ponad 70 mln urządzeń podłączonych do Internetu. To około 2 urządzenia na statystycznego Kowalskiego oraz 4,5-krotnie więcej niż dzisiaj, gdzie takich urządzeń jest w Polsce około 15 mln.

Case study

Internet rzeczy tak na prawdę nie jest nowością. Ten trend stale się rozwija od kilku lat, a wiele marek zdążyło go już przetestować w swoich urządzeniach. Przykładów jest mnóstwo.
Walizka „Hop”, która, podłączona za pomocą bluetooth do naszego telefonu, samoczynnie podąża za swoim właścicielem. W momencie, gdy traci sygnał zatrzymuje się i blokuje, a my otrzymujemy na telefon powiadomienie za pomocą drgań.

hop-suitcase

Amerykańska firma Proteus Digital Health produkuje czujniki, które aplikuje się w lekarstwach. Połknięta tabletka po dotarciu do żołądka wysyła sygnał o stanie naszego zdrowia do analizatora umieszczonego na naszym ramieniu, a ten z kolei za pomocą aplikacji przekazuje informacje do lekarza.

tech_diagram_mar20131

W Niemczech adidas w swoich sklepach adidas NEO Window Shopping umożliwia zakup ubrań bez wchodzenia do sklepu. Stojąc przed witryną sklepową, która jest jednym wielkim… panelem dotykowym możesz dowolnie obracać i przeglądać stroje adidasa, a następnie, przeciągając je do swojego smartphone’a, szybko kupić. Oczywiście bez przymierzania i stania w kolejce do kasy, no i dodatkowo jaki fun!

nike

Social-lodówka

Możliwości wykorzystania Internetu rzeczy są (śmiało użyję tego określenia) nieograniczone. Wyobraź sobie lodówkę, która informuje Cię o kończących się zapasach. Albo podpowiada Ci na wyświetlaczu jakie wspaniałe danie możesz przygotować ze składników, które się w niej znajdują. Jak dobrze pójdzie to będziemy mogli nawet określić ich kaloryczność i zdecydować czy ma podpowiadać zdrowe potrawy, czy bez ograniczeń. Obserwując, jak szybko internet rozwinął się w kierunku sieci społecznościowych, łatwo możemy sobie wyobrazić, że lodówka podpowie nam też, co nasi znajomi przygotowali ostatnio na obiad, podpowie przepis i wskaże produkty, których brakuje w lodówce, aby upichcić to dzieło – oczywiście z propozycją automatycznego wysłania zamówienia do sklepu spożywczego online z dostawą do domu.
Specjalnie dedykowane aplikacje z łatwością będą mogły przeanalizować naszą szafę i podpowiedzieć, czego dawno na siebie nie wkładaliśmy, a co nosimy bardzo często. Wskażą nam też rzeczy, których od momentu zakupu nie włożyliśmy wcale (wg badań 38% z nas posiada ubrania, których nigdy nie włożyło)! Wyobrażasz to sobie – stanąć przed szafą i nie móc powiedzieć „Nie mam w co się ubrać…”?! :-)

Szansa na oszczędności i rozwój grywalizacji

Internet of Things daje niesamowite możliwości oszczędzania. Jak powszechnie wiadomo – panuje obecnie kryzys i nikt nie wie, kiedy sobie pójdzie. W takim układzie rewelacyjną sprawą staje się urządzenie, które przeanalizuje nam straty w lodówce (przeterminowany serek wiejski to zmora wielu z nas), czas spędzony przed komputerem lub straty z tytułu podłączonych do prądu ładowarek do telefonu. Ideałem będzie, gdy telewizor podpowie nam, jak zamienić energię elektryczną w nasze zdrowie. Dokona analizy, która zobrazuje ile amperogodzin zaoszczędzimy oraz ile kalorii stracimy, biegając przez 40 minut, zamiast oglądać w tym czasie serialowe tasiemce w TV.

Trendem, w którym upatruję jednak największą szansę jest grywalizacja, czyli zastosowanie mechanizmów znanych z gier oraz wstrzykiwanie elementów zabawy do wykonywanych przez nas codziennych czynności. Dlaczego? Już dziś w samochodach stosowane są analizatory spalania paliwa. Gdy dodatkowo otrzymamy informację o stopniu zużycia części, np. klocków hamulcowych, opon i podpowiedź od auta, w jaki sposób zmienić styl jazdy, aby wydłużyć żywotność tych części, obniżyć spalanie, a tym samym, ile realnie pieniędzy zaoszczędzimy – wielu kierowców powie „challenge accepted!”. Podobnie z aplikacjami analizującymi straty energii elektrycznej w domu – dzięki szczegółowej analizie wszelkich urządzeń, możliwe będzie wykazywanie w czasie rzeczywistym realnych oszczędności dzięki zmianie samego sposobu wykorzystywania tych przedmiotów. Im więcej informacji otrzymamy, co możemy zyskać, tym łatwiej będzie nam samym zmienić nasze zachowania na lepsze, bardziej opłacalne dla nas samych.

W którą stronę?

Zasadniczym pytaniem jest, jak marki podejdą do wykorzystania Internetu rzeczy. Być może pójdą w stronę dedykowanych urządzeń, które będą wskazywały rozwiązania skłaniające do zakupu produktów marki, np drukarki, które automatycznie będą zamawiały materiały eksploatacyjne tylko markowe, bez możliwości zakupu tańszych zamienników. Osobiście chciałbym, aby rozwój Internet of Things poszedł w nieco innym kierunku, niż tylko wykorzystanie go jako nowego źródła zwiększenia sprzedaży, na które z czasem wyczulimy się i przestaniemy mu ufać. Mam na myśli wykorzystanie trendu w procesie budowania silnej marki. Żyjemy w ciekawych czasach, gdy komunikacja marki z rynkiem przestała być jednokierunkowa (marka -> odbiorca komunikatu) i, właśnie dzięki sieci, brandy mogą wchodzić ze swoimi klientami w dialog w czasie rzeczywistym. Dzisiaj w procesie budowania silnej marki ważne jest edukowanie klienta. Rosnące w siłę blogi, podcasty i videoblogi swoją popularność zawdzięczają właśnie temu, że nie sprzedają bezpośrednio, ale dostarczają swojemu odbiorcy contentu około produktowego. Dzięki temu klient, który otrzymał od marki coś więcej niż tylko informację o produkcie, stanie się wobec takiego brandu bardziej lojalny – zwiąże się z nim emocjonalnie, bo spełniona zostanie jego potrzeba poznawcza, samoświadomości. Internet rzeczy umożliwia to w świetny sposób w segmencie retail. Wyobraź sobie, że będąc w sklepie z ubraniami zastanawiasz się nad kupnem kurtki. W jednej chwili dostajesz informację na smartphone’a o pochodzeniu kurtki, o jej projektancie, sposobie prania, ciekawostkach i historiach z nią związanych, a nawet z podpowiedzią z jakimi innymi rzeczami dostępnymi w sklepie może pasować do kompletu. Marka zaczyna swoją opowieść – możesz wyjść ze sklepu nie kupując jej, ale po takiej historii będzie Ci o wiele trudniej i nie wykluczone, że wrócisz po nią później.

Nie tak odległa przyszłość

Kilkanaście lat temu, gdy nastąpił ogólnonarodowy szał na telefony komórkowe, nie widziałem w nich wówczas niczego specjalnego, nie pociągało mnie słuchanie dzwonków i wysyłanie sms-ów. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez smartphone’a, a dłuższa niż 1-dniowa aktywność offline budzi we mnie niepokój. Teraz czuję się bardziej poinformowany, do mojego życia smartphone wniósł ogromną wartość dodaną – mogę szybciej reagować, szybciej i więcej wiedzieć i być w kontakcie w czasie rzeczywistym ze znajomymi odległymi o kilkadziesiąt, a nawet kilkaset kilometrów. Dzisiaj skala rozmiaru Internet of Things może przerażać i nasuwać pytania o naszą prywatność i granice udostępniania informacji o sobie. Na pewno przeanalizować ten trend należy pod kątem utraty kontroli nad naszym życiem na korzyść urządzeń, które mogą ograniczyć naszą autonomię w podejmowaniu decyzji. Może się też zdarzyć tak, że zwyczajnie się do tego przyzwyczaimy, może nawet uzależnimy, a Internet rzeczy stanie się dla nas czymś powszechnym.

Bartosz Fabianowicz

Dodaj komentarz